OkładkaWywiad środowiskowyPolitykaIzabela O.PracaGoldman-SachsPrywatyzacja PGEUkraińskie sprzęgłoPodsumowanie

Teczka personalna Kazimierza Marcinkiewicza

2: Wywiad środowiskowy.3: Polityka4: Izabela O.5: Praca6: Goldman-Sachs7: Prywatyzacja PGE8: Ukraińskie sprzęgło9: Podsumowanie
123456789 / 9
Zaczęto dn. 17 kwiecień 1985
Nr ewidencyjny 1256/25
Sygnatura akt 1256/25
ImieKazimierz Marcinkiewicz
ZamieszkałyLondon W9
GminaMaida Vale
PowiatPaddington
TECZKA PERSONALNAhttp://teczki.obserwowani.pl/1256.html
POWIADOMIENIE
Kazimierz Marcinkiewicz
20.12.1959 Gorzów Wielkopolski
London W9
Maida Vale
Paddington
Greater London
Sławomir K.
Do
Proszę wypełnić adres pocztowy nadawcy.
Temat
Treść
Proszę wypełnić treść wiadomości.
Kazimierz Marcinkiewicz urodził się 20 grudnia 1959 w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie dorastał i poznał swoją pierwszą żonę - Marię. Maria i Kazimierz uczęszczali wspólnie do gorzowskiego technikum chemicznego. Ona - bardzo dobra uczennica, przewodnicząca klasy. On nieśmiały, niczym specjalnie się nie wyróżniał. Początkowo nawet się nie lubili. Zaiskrzyło tuż przed maturą, kiedy młoda Marylka pomagała Kaziowi nadrobić zaległości z polskiego. W 1981 r. wzięli ślub, owocem którego jest czwórka dzieci. W małżeństwie Marcinkiewicz zawsze mógł liczyć na pomoc żony. Maria to najmądrzejsza kobieta w rodzinie - zachwalał ją przy każdej okazji brat premiera - Arkadiusz. Także były premier, wielokrotnie przyznawał, że zawsze może liczyć na żonę. Rodzina jest najważniejsza - mówił Marcinkiewicz, który aktywnie działał w stowarzyszeniu rodzin katolickich. Kazimierz zawsze był bardzo dumny ze swojej rodziny i czwórki dzieci: Macieja (ur. 1982), Urszuli (ur. 1983), Stanisława (ur. 1986) i Piotra (ur. 1995). Często powtarzał, iż najważniejsza jest atmosfera i klimat domu rodzinnego. Przez wiele lat pracował jako nauczyciel matematyki i fizyki w Szkole Podstawowej nr 17 w Gorzowie Wielkopolskim. W latach 1983-90 był członkiem NSZZ "Solidarność" oraz współzałożycielem, redaktorem i wydawcą katolickiego tygodnika "Aspekty". Od 1989 roku był członkiem-założycielem Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego.
W 1997 roku zostaje jednym z posłów III kadencji i w pełni oddaje się polityce. W 2008 roku poznał drobną, niewysoką blondynkę o czarującym uśmiechu, która od razu podbiła jego serce. Kilka miesięcy później cała Polska dowiaduje się jak wygląda nowa miłość pana Kazimierza, który sam wysyła ich wspólne zdjęcia do "Superekspressu". Dzieli się z całym światem swoim szczęściem. A przecież jeszcze rok temu znajdował je podobno zupełnie gdzie indziej. 10 stycznia 2008 roku w swoim popkulturowym stylu wyznaje na blogu: Kocham Cię, a kochanie moje to rozstania i powroty - często nucę to za Korą swojej żonie. Mam dom, prawdziwy i ciepły. Wiem, że jest nie tylko moim domem. Wrócę do niego dokończyć życia, gdy zrobię wszystko co postanowiłem, co zaplanowałem, albo uznałem za ważne do wykonania. W Boże Narodzenie 2009 roku oświadczył żonie, że odchodzi od niej do swojej młodziutkiej kochanki - Izabeli O., pochodzącej z niewielkiej miejscowości Brwinów pod Warszawą i w związku z tym chce rozwodu. Mama Kazimierza jego zachowanie komentuje w następujący sposób: Taki dramat w Boże Narodzenie. Czy on pomyślał o dzieciach? O tragedii, jaką przez jego szczenięce zabawy przeżywa cała rodzina? Jak on mógł to zrobić Marii i całej rodzinie?! Czy tak go wychowywaliśmy... Po odejściu z polityki w 2008 roku zostaje zatrudniony w londyńskim biurze banku Goldman Sachs. Po rozwodzie ponownie ożenił się z Izabelą 9 września 2009 roku w Barcelonie. Aktualnie mieszka w Londynie. Do Polski wraca reprezentując interesy banku Goldman-Sachs. Przyjaciele żartobliwie nazywają go "listonoszem" lub "angielskim łącznikiem", gdyż w pracy zajmuje się dostarczaniem, często podczas nieoficjalnych spotkań, polskim urzędnikom teczek z propozycjami banku.
Bardzo prosimy czytelników o konstruktywną krytykę i pomoc - jeśli popełniliśmy jakiś błąd. W przypadku, gdy pominęliśmy jakieś szczególne informacje, prosimy o nakierowanie nas w komentarzach na właściwy trop. Apelujemy także o przyłączenie się do kreatywnej dyskusji i nie pisanie komentarzy merytorycznie bezwartościowych.
Trwa wczytywanie forum.
Proszę czekać...
Kazimierz Marcinkiewicz (ur. 1959) już od najmłodszych lat chciał zostać politykiem, gdyż chciał zmienić swój świat. Skromna posada nauczyciela nie dawała za dużych możliwości i znajomości, które w przyszłości mogłyby przynieść profity. Na swoim blogu pisał: Zmieniać świat jest marzeniem każdego z nas, że na tym polegają marzenia, aby zmieniać rzeczy wokół nas. (...) Polityka to właśnie zmienianie i porządkowanie świata. - To tworzenie reguł, by inni ten swój świat mogli tworzyć. Bez polityki tego nie da się zrobić. Dlatego polityka jest tak ważna i dlatego warto tworzyć elity.
W latach 1983–1990 był członkiem NSZZ "Solidarność". W roku 1988 jest jednym z założycieli Gorzowskiego Klubu Politycznego "Ład i Wolność". W 1989 brał udział w zakładaniu Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Od 1994 kierował zarządem regionu ZChN w Gorzowie Wlkp. W latach 1994–1998 zasiadał w zarządzie głównym tej partii. Opowiadał się za ochroną wartości chrześcijańskich w życiu politycznym i społecznym. Jako wiceminister edukacji sprzeciwiał się wprowadzeniu wychowania seksualnego do programów nauczania. Chciał chronić polską rodzinę i jej wartości, co wiele razy podkreślał. Od 1997 do 2006 sprawował mandat posła na Sejm RP III, IV i V kadencji. W latach 1999–2000 był szefem Gabinetu Politycznego Premiera Jerzego Buzka. W Sejmie III kadencji był członkiem Klubu Parlamentarnego Akcji Wyborczej Solidarność. W 2001 wraz z grupą innych działaczy m.in. ZChN współtworzył Przymierze Prawicy. Od czasu połączenia Przymierza Prawicy w 2002 z Prawem i Sprawiedliwością należał do PiS. Od lipca do września 2001 przewodniczył Klubowi Parlamentarnemu tej partii w Sejmie III kadencji. 27 września 2005 roku Kazimierz Marcinkiewicz zostaje wyznaczony jako kandydat PiS na stanowisko premiera. 31 października zostaje zaprzysiężony na tę funkcję przez Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Monika OlejnikM w artykule pt. "I kto dziś jest cieniasem?" trafnie zauważa, iż Kazimierz Marcinkiewicz został premierem nie dzięki swoim talentom, lecz dzięki Adamowi Bielanowi i Michałowi Kamińskiemu - pisowskim "spin doktorom". Doszli oni do wniosku, że Jarosław Kaczyński jako szef rządu zaprzepaści szanse swojego brata Lecha w wyścigu prezydenckim. Nie miał kto zostać premierem, więc został nim Kazimierz Marcinkiewicz. Jego praca jako premiera polegała przede wszystkim na politycznym PR. Miał świetnego PR-owca, Konrada Ciesiołkiewicza, który potrafił od rana do wieczora organizować premierowi ciekawe zajęcia i korzystnie pokazywać go w mediach. Na tym polegał ich sukces. Jarosław Kaczyński powiedział kiedyś, że zrobił Marcinkiewiczowi krzywdę nominując go na premiera. W 2007 wygoniony został z PiSu i przeszedł do Platformy Obywatelskiej. W międzyczasie, nie sterowany przez żadnych PR-owców rozsyła zdjęcia swojej kochanki Izabeli do brukowców. Pokazuje Polakom swoje prawdziwe oblicze "katolickiego konserwatysty", który w Hollywoodzkim stylu porzuca żonę z dziećmi. Los bywa przewrotny, Kazimierz Marcinkiewicz niegdyś cytował swojego syna, który miał mówić o politykach Platformy per "cieniasy". A teraz sam tak namiętnie romansuje z Platformą - komentowali w kuluarach sejmowych jego dawni partyjni koledzy. Kazimierz Marcinkiewicz niewątpliwie miałby ambicje zostać premierem z ramienia Platformy Obywatelskiej. Rozważa możliwość wielkiego powrotu do polityki i zmierzenia się w walce o fotel prezydenta w 2010 roku. Po roku nieobecności, zaczyna od "schłostania" polskich polityków. Nie omieszka także wspomnieć, iż to on namówił Donalda Tuska, aby ten zrezygnował z kandydowania na fotel prezydenta.
Zostałem politykiem gdyż chciałem zmieniać świat.
Zacząłem od siebie i zmieniłem żonę.
Trwa wczytywanie forum.
Proszę czekać...
Izabela O. urodziła się w 1980 roku w Brwinowie pod Warszawą. Jej najbliższa koleżanka Marta zeznała, iż Izabela miała mnóstwo pomysłów i była bardzo zdolną uczennicą. Nie do końca wiedziała jednak co w życiu chce robić. Zaraz po maturze wyjechała do Anglii, gdyż bardzo chciała się "wyrwać" spod opieki rodziców. Na początku było jej bardzo ciężko. Pracowała głównie dorywczo. Dobrze jednak znała angielski i utrzymywała się z pracy tłumacza. Brak wyższego wykształcenia nie pomagał w robieniu kariery. Udało jej się jednak zdobyć pracę biurową w banku, w londyńskim City. Tam też wiosną 2008 roku poznała Kazimierza Marcinkiewicza. Kazimierz pracował wtedy jeszcze jako regionalny dyrektor w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, oficjalnie zarabiając około 100 tysięcy funtów rocznie brutto.
Po "wyrwaniu" się z kraju spod czujnego oka znajomych i rodziny, Kazimierz smakował życia na nowo. Jak sam zeznał w maju 2008 roku, po wyjeździe często przebywał w klubach nocnych i dyskotekach Soho - bardzo rozrywkowej dzielnicy Londynu, nazywanej potocznie "czerwoną dzielnicą". Bawił się do białego rana i poznawał nowych ludzi. Życie, niczym epizod z "Młodych Wilków", nabrało kolorów i w niczym już nie przypominało egzystencji szarego, podstarzałego Polaka. Tam też usłyszał najpiękniejszy komplement, który odmienił jego życie. Niedaleko Trafalgar Square miałem okazję się przedstawić grupie kilkunastu młodych, dwudziestokilkuletnich dziewczyn. Mówiłem im, że mam czterdzieści trzy lata. One na to, że chyba trzydzieści cztery. Nie, nie, czterdzieści trzy - musiałem zaprzeczać. One jednak nie mogły uwierzyć: trzydzieści cztery. Nie no, czterdzieści trzy. Na pewno, przecież wiem, ile mam lat - przekonywałem. Zapamiętam tę chwilę do końca życia. Coś pięknego. Takie młode dziewczyny! W Londynie zobaczył nowy świat. Często także zachęcał polskie dziewczyny do przyjazdu, gdyż są bardzo piękne i mogą podobać się Brytyjczykom. Dla mnie Londyn jest stolicą świata. (...) Będąc w Londynie, można poznać cały świat, nie objeżdżając wszystkich kontynentów. Bo tu się spotka reprezentantów wszystkich kultur świata. To wielki tygiel. Będą przypadki mieszanych małżeństw. Nasze dziewczyny są przecież bardzo piękne, więc na pewno będą podrywane przez Brytyjczyków i nie tylko... Częste nocne wypady "na miasto" ze swoją nowo poznaną koleżanką Izą, bardzo ich do siebie zbliżyły. Mieli mnóstwo wspólnych tematów i zainteresowań, wspomina Marta, bliska koleżanka Izy. Minęło kilka miesięcy zanim zaczął spotykać się z Izabelą oficjalnie i rozsyłać do tabloidów ich wspólne zdjęcia. W Boże Narodzenie 2009 roku oświadczył swojej żonie, że odchodzi od niej do swojej młodziutkiej kochanki Izabeli i w związku z tym chce rozwodu. Mama Kazimierza bardzo przeżyła zachowanie syna, uznając, że chyba zwariował i nie tak go wychowała. Początkiem roku 2009 roku Izabela oficjalnie zamieszkała z Kazimierzem. Po 9 miesiącach Kazimierz i Izabela wzięli ślub w Hiszpanii. Para powiedziała sobie "tak" podczas ceremonii w polskim konsulacie w Barcelonie. Zostało zaproszonych zaledwie kilka osób w śród których zabrakło nawet mamy Izabeli, która z tabloidów dowiedziała się o ślubie córki. Teściowa byłego premiera nie kryła żalu, że została pominięta przez córkę i zięcia i o ich ślubie dowiedziała się z prasy. O niczym nie wiem... jestem w szoku... Od miesiąca nie miałam kontaktu z córką. Iza kilka razy powtarzała, że wcześniej czy później za niego wyjdzie. Ale ja jej radziłam, żeby poczekała. Jak opisuje "Dziennik", swoistą anatemę nałożyli na nią nawet mieszkańcy Brwinowa. I rzeczywiście coś jest na rzeczy. Iza jest dorosła. I skoro nawarzyła sobie piwa, sama musi je wypić – tak kwituje całą historię jej matka.
Trwa wczytywanie forum.
Proszę czekać...
Kazimierz Marcinkiewicz z wykształcenia jest fizykiem, ukończył w 1984 studia na Wydziale Matematyczno-Fizyczno-Chemicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Ukończył także szkolenie w Centrum Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Warszawie. W latach 1982–1989 był nauczycielem matematyki i fizyki w Szkole Podstawowej nr 17 w Gorzowie Wielkopolskim, następnie wicedyrektorem jednego z Zespołów Szkół Ogólnokształcących w Gorzowie Wlkp. (1989–1990), kuratorem oświaty w Gorzowie Wlkp. (1990–1992), wicedyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego w Gorzowie Wlkp. (1994–1995) i dyrektorem Zespołu Kolegiów Nauczycielskich (1995–1997). Był również głównym inicjatorem powołania w Gorzowie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. W latach 1994–1998 pełnił funkcję prezesa zarządu Fundacji na rzecz Gorzowskiej Szkoły Wyższej, a od 1997 przewodniczył Konwentowi PWSZ. W latach 1995–1998 był członkiem Diecezjalnej Rady Duszpasterskiej. Pełnił też funkcję prezesa Towarzystwa Szkół Katolickich. Działał w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Katolickich oraz Stowarzyszeniu Rodzin Katolickich. W styczniu 2007 rozpoczął pracę jako doradca p.o. prezesa banku PKO BP Sławomira Skrzypka. 1 marca 2007 rozpoczął pracę w EBOiR, gdzie zasiadał w Radzie Dyrektorów jako reprezentant Polski.
Od 2008 roku przyjaciele żartobliwie zaczęli nazywać go "listonoszem" lub "angielskim łącznikiem", gdyż został zatrudniony w Goldman Sachs Group Incorporated na stanowisku doradcy, co przy kompletnym braku kompetencji sprowadzało jego pracę w praktyce do dostarczania polskim urzędnikom teczek z propozycjami banku, oczywiście - podczas dyskretnych i często nieoficjalnych spotkań. Goldman Sachs w lutym 2008 roku wygrał przetarg na doradzanie przy prywatyzacji Polskiej Grupy Energetycznej a także przyznał się do spekulacji na polskiej walucie, w wyniku której złoty bardzo stracił na wartości. Zastosowano procedurę przetargową opartą na niepublicznych negocjacjach i sami wybrali firmy, które zostały zaproszone do składania ofert. Negocjacje podjęto z UniCredit i Goldmanem. A te firmy, jak się okazało, wcale nie były najtańsze. Edmund Myszka, wiceszef sekcji krajowej energetyki NSZZ "Solidarność" aferę prywatyzacyjną PGE komentował w następujących słowach: To oburzające, że były premier Polski pomaga amerykańskiemu bankowi przy prywatyzacji tak ważnej spółki. Przecież pan Marcinkiewicz jako szef rządu miał dostęp do wielu tajnych informacji. Nie wiemy, w jaki sposób je dzisiaj wykorzystuje i na czyją korzyść działa. Według posła Pawła Poncyljusza (40 l.) z PiS, minister Aleksander Grad powinien z władzami banku odbyć poważną rozmowę, gdyż ta instytucja działała na szkodę polskiej gospodarki. Jej wiarygodność jako dobrego doradcy stoi pod dużym znakiem zapytania. Pojawienie się Marcinkiewicza w Ministerstwie Skarbu to klucz do odpowiedzi na pytanie: "Po co Goldman Sachs zatrudnił byłego premiera z nauczycielskim wykształceniem bez biegłej znajomości angielskiego?". Na to pytanie odpowiedzieli publicyści "Dziennika". Zdaniem analityków dla wielkiego banku koszt kontraktu z byłym premierem jest minimalny - najwyżej kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Przewidywane korzyści - spore. Odkąd Marcinkiewicza wygonili z PiS jest bardzo zaprzyjaźniony z czołówką Platformy Obywatelskiej - mógł w każdej chwili dodzwonić się do najważniejszych ludzi w państwie. W dodatku miał dobre znajomości w resorcie skarbu, gdzie urzędowali jego bliscy koledzy, m. in. Aleksander Grad, z którymi często nieformalnie się spotykał. Za pracę dla bankierów i cichą prywatyzacje strategicznej firmy z ogromnymi zasobami gazu, Marcinkiewicz w dowód uznania został zaproszony do kandydowania z list PO w najbliższych wyborach. Zostało zawarte tajne porozumienie ministra Schetyny, kojarzonego z "aferą hazardową" z Marcinkiewiczem.
Trwa wczytywanie forum.
Proszę czekać...
Goldman Sachs Group Incorporated lub w skrócie Goldman Sachs jest jednym z największych banków inwestycyjnych na świecie. Bank został założony w 1869 roku przez Marcusa Golmana. W 1882 do firmy dołączył jego zięć Samuel Sachs. Pojawienie się tego banku, jak wiadomo z historii, nigdy nie wróżyło nic dobrego i nie chodzi tu o "aferę grecką" ale o sprawy o wiele bardziej poważne.
Bank cieszy się tak złą opinią w USA, że jego pracownicy masowo kupują broń. Złą opinię banku przyćmiewa jednak niesamowity wręcz nos do interesów. Na stanowisku doradcy w 2008 roku został zatrudniony były premier Kazimierz Marcinkiewicz. Swoją pracę po przyjeździe do Londynu rozpoczął od zmiany żony i nauki języka angielskiego oraz podstaw bankowości, gdyż doświadczenie zawodowe wyniesione z pracy nauczyciela w szkole podstawowej nie dawało odpowiednich kwalifikacji. Kazimierz Marcinkiewicz reprezentuje interesy banku w Polsce, spotykając się, często potajemnie, ze swoimi przyjaciółmi z Platformy Obywatelskiej, szczególnie jeśli trzeba coś "sprywatyzować". Przyjaciele żartobliwie nazywają go "listonoszem" lub "angielskim łącznikiem", gdyż w pracy zajmuje się dostarczaniem polskim urzędnikom teczek z propozycjami banku, oczywiście - podczas nieoficjalnych spotkań. Media spekulowały, że chciałby odkupić lotnisko w Gdańsku, ale informacje te nie zostały potwierdzone. We wrześniu 2009 roku potwierdzone zostały natomiast zapędy bankierów, aby po "wyrwaniu" Polakom sektora bankowego, odebrać im także Giełdę Papierów Wartościowych. Prywatyzacja Giełdy Papierów Wartościowych
Już od wielu lat skutecznie udawało się powstrzymać przejęcie GPW przez bankierów. Poseł Stanisław Gudzowski pod koniec 2004 roku tak argumentował dlaczego rząd nie powinien do tego dopuścić: (…) Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie będąca własnością państwową jest zabezpieczeniem naszej państwowości. Czy więc zdaniem pana ministra nie zachodzi w dobie działań globalistycznych obawa czy wręcz niebezpieczeństwo, że działaniem w kierunku prywatyzacji polskiej giełdy przyczynia się w efekcie do likwidacji państwa polskiego, co jest już zbrodnią najwyższego gatunku? Czy nie lepiej byłoby, panie ministrze, dla dobra Polski, dla dobra polskich przedsiębiorstw, dla dobra rodzimego kapitału nie tylko powstrzymać się od prywatyzacji giełdy, ale również położyć tamę inwestowaniu czy dopuszczaniu na polską giełdę takich pasożytników giełdowych, jak na przykład BACA czy - jest to zapowiadane na 2005 r. - koncern naftowy MOL, czy Raiffeisen, którzy w efekcie dokonają wyssania kapitału pieniężnego, a tym samym nastąpi kolejna blokada, jak w przypadku systemu bankowego, możliwości pozyskania kapitału przez polskie małe i średnie przedsiębiorstwa? Minister Grad chciałby oddać giełde niemieckim bankierom, gdyż oni z pewnością się polskim sektorem finansowym "zaopiekują". Na pewno nie będą Polaków traktować "inaczej", ponieważ mamy XXI wiek - argumentował.
Nie ma co jednak się dziwić człowiekowi, który uznaje, że największym sukcesem była prywatyzacja sektora bankowego. Możemy domniemywać, że już ze względu na swoje kwalifikacje i zasługi, podobnie jak Kazimierz Marcinkiewicz, na pewno miejsce na stanowisku doradcy w Goldman-Sachs ma zapewnione. Co tak na prawdę oznacza oddanie polskiej giełdy w ręce bankierów? To samo co zlikwidowanie polskiej bankowości. A konsekwencje tego odczuło już większość Polaków. Według ministra Grada, jeśli polski przedsiębiorca w niemieckim banku stara się o kredyt, to zostanie on potraktowany na takich samym warunkach, jak niemiecki przedsiębiorca - gdyż mamy XXI wiek. Prezydent Lech Kaczyński robi co w jego mocy aby ministrowi skarbu Aleksandrowi Gradowi nie udało się oddać polskiej giełdy, która jest strategiczna dla polskiej suwerenności w ręce bankierów. Komuś jednak bardzo zależy na tej prywatyzacji. Właściciele niektórych mediów ubolewają nad działaniami prezydenta, argumentując to słowami, iż przez Prezydenta Skarb Państwa i "pewne osoby", które pomagają "prywatyzować" nie zarobią. Na sprzedaży pakietu akcji Skarb Państwa miał zarobić ponad 1 mld zł. I przez decyzję Prezydenta na razie nie zarobi. Jednak czy sprzedając świetnie dochodowe a przede wszystkim strategiczne przedsiębiorstwo za relatywnie niewielką kwotę można w ogóle mówić o tym, że się zarobiło? Prywatyzacja Polskiej Grupy Energetycznej PGE to jedna z największych polskich firm. Zatrudnia 50 tys. osób i zaopatruje w prąd blisko pięć milionów odbiorców. Afera związana z prywatyzacją PGE ujrzała światło dzienne po przyjeździe Marcinkiewicza i pomocy, którą udzielał przy prywatyzacji. Z powodu obszernych materiałów, które udało się zgromadzić, szerzej została opisana na kolejnej stronie.
Trwa wczytywanie forum.
Proszę czekać...
Polska Grupa Energetyczna to jedna z największych polskich firm. W samym 2007 roku miała 23 mld złotych przychodu. Zatrudnia 50 tys. osób i zaopatruje w prąd blisko pięć milionów odbiorców.
Przetarg na doradzanie przy "prywatyzacji" PGE wygrał Goldman Sachs International będące w konsorcjum z UniCredit CA IB Poland. Zastosowano procedurę przetargową opartą na niepublicznych negocjacjach, między innymi z UniCredit i Goldmanem. Przetarg na doradzanie wygrało konsorcjum Goldman Sachs i UniCredit. Tym, w jaki sposób wybrano te firmy, powinna się zająć prokuratura - mówi nam były członek rady nadzorczej PGE. A te firmy, jak się okazało, wcale nie były najtańsze. UniCredit miał trzecią ofertę za 20,7 mln zł, a Goldman Sachs czwartą ofertę za 10,6 mln zł. Wybór doradcy wywołał w PGE awanturę. "Dziennik" dotarł do oficjalnej prośby członków rady nadzorczej PGE o wstrzymanie podpisania umów z doradcami. W czasie przerw w posiedzeniach rady rozmawialiśmy z ludźmi z PSL z Ministerstwa Skarbu, przez pośrednika telefonicznie. Pytaliśmy: co mamy robić? Iść z tym do prokuratury? Kazali nam napisać prośbę o wstrzymanie wyboru doradcy. Napisaliśmy. Nic się z tym później nie stało Ostatecznie rada zaakceptowała umowy. Ci, którzy byli przeciw UniCredit i Goldmanowi, kilka tygodni później zostali z rady odwołani. Sprawa do dzisiaj nie wyszła poza budynek PGE przy ulicy Mysiej. Wojciech Cichoński, przewodniczący "Solidarności" w PGE: Poprosimy NIK o skontrolowanie przygotowań do prywatyzacji PGE i sposobu wyboru doradców. Oferta Goldmana na pewno nie była najtańsza. Przetarg utajniono. Goldman nie powinien zarobić grosza w PGE Sprawę "przetargu" skutecznie wyciszono.

Do prywatyzacji PGE skierowany został Kazimierz Marcinkiewicz z ramienia Goldman-Sachs. przy prywatyzacji pracuje kancelaria Dewey & LeBeouf LLW, która powstała w październiku 2007 roku z połączenia Dewey Ballantine Grzesiak sp. k i LeBoeuf, Lamb, Greene & MacRae LLP. Partnerami spółki zostali Jarosław Grzesiak, Lejb Fogelman, Tomasz Kacymirow, Jacek Michalski, Zbigniew Mrowieci Łukasz Rędziniak. Dewey Ballantine – doradzał skarbowi Państwa przy zakupie złomu F-16 (Lockheed Martin), kontrakcie na dostawy ropy z Rosji (J&S) i nabyciu stacji benzynowych w Niemczech przez Orlen (od British Petrolum), a także przy prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, Bank PKO SA (UniCredit) . Na każdej z tych prywatyzacji Skarb Państwa stracił. F-16 ('offset'), stacje benzynowe w dawnym NRD, nie mówiąc już o spółce J&S ze słynnym umorzeniem kary (500 mln) przez Waldemara Pawlaka. Do kontaktów z dziennikarzami wynajęto jedną z najdroższych kancelarii PR - NBS Anny Krajewskiej. Na potrzeby tej teczki więcej szczegółów jest nieistotnych. Afera związana z prywatyzacją PGE wyszła na jawa po przyjeździe Marcinkiewicza i pomocy, którą udzielał przy prywatyzacji. Sam Marcinkiewicz zapomniał się i w styczniu 2009 roku zeznał na czym tak na prawdę ma polegć jego pomoc. Na przykład ma być prywatyzowana duża firma energetyczna w Polsce i pewien wielki koncern zwraca się do mnie, bym mu w tym doradzał. (...) Moja znajomość nie tylko rynku energetycznego, lecz także osób, które w tym sektorze działają, jest na pewno wielkim atutem. (...) Znam nie tylko ludzi, ale i sektor. (...) Robię to i biorę za to pieniądze. Proceder "prywatyzacji" PGE rozpoczął od dyskretnego spotkania w resteuracji Kwai, niedaleko wynajmowanego przez Marcinkiewicza mieszkania w Warszawie, z Ministrem Gradem. W lutym 2009 roku "Super Express" publikuje artykuł "Tajne spotkania Marcinkiewicza z ministrem" w którym dowodzi, że Marcinkiewicz jako przedstawiciel Goldman Sachs dwukrotnie spotykał się z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem, w tym raz późnym wieczorem. Informacje te potwierdził rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa Maciej Wiewiór: Premier Marcinkiewicz przychodził do nas trzykrotnie jako doradca banku Goldman Sachs, który nadzoruje przygotowanie prywatyzacji PGE. Dwa razy spotkał się z ministrem Gradem i raz z wiceminister Joanną Schmid. W tej aferze na próżno doszukiwać się standardów, jakie obowiązują w uczciwej polityce - notatek służobowych. Mogłyby one odtworzyć wszystkiego co się działo wokół prywatyzacji PGE, ze szczególnym uwzględnieniem relacji między lobbystą Marcinkiewiczem a członkami rządu z partii Donalda Tuska, którą na mocy jakiegoś tajnego paktu miał wesprzeć w wyborach. Czy każdy z potencjalnych kupców mógł liczyć na co najmniej trzy wizyty w ministerstwie i niezliczoną liczbę prywatnych spotkań?
Po wyjściu na jaw charakteru spotkań Grada z Marcinkiewiczem poseł Ryszard Zbrzyzny grzmiał w sejmie: Ceny są dzisiaj o jedną trzecią niższe niż przed rokiem. Prywatyzacja w takich warunkach to zwykłe wyzbywanie się majątku za bezcen. Na komisji skarbu postawiłem sprawę jednoznacznie: minister musi się spodziewać komisji śledczej albo Trybunału Stanu. (...) Moim zdaniem całą transakcją i byłym premierem powinny się zająć powołane do tego instytucje, jak CBA i ABW. Oby tylko nie było za późno. Służbom powiązanym z mediami sprawę "prywatyzacji" PGE udało się jednak skutecznie wyciszyć.
Trwa wczytywanie forum.
Proszę czekać...
W listopadzie 2008 r. Marcinkiewicz spotyka się z Marianem Przeździeckim, byłym działaczem ZChN, żeby rozmawiać o energetyce. Przeździecki mieszka dziś we Lwowie, przewodniczy Polsko-Ukraińskiej Izbie Gospodarczej. Marcinkiewicz pisał o nim na swoim blogu per "organizator mojej pracy".
W między czasie wdrażany jest pomysł ochrony środowiska z powodu ocieplenia, pod przykrywką ograniczania emisji CO2, co oczywiście też jest gigantycznym przekrętem, przez niektórych nazywanych "podatkiem od oddychania". Jednak bezpośrednio kulisy Kopenhaskiego przekrętu nie dotyczą sprawy przekrętu z PGE i nie będą w tej teczce wyjaśniane. Aby zrozumieć o co chodzi z "ukraińskim sprzęgłem" należy wiedzieć tylko tyle, że na giełdzie będzie bardzo ograniczona liczba koncesji na CO2, co spowoduje, że polska elektrownia będzie musiała znacznie podnieść ceny prądu. Już od dawna w PGE mówiło się o "ukraińskim sprzęgle". Były członek władz PGE w artykule "Dziennika" wspominał: Można zrobić niezły biznes na prądzie z Ukrainy. Ich nie obowiązują standardy ograniczania emisji CO2. Mają kilka razy tańszy prąd. Przeszkodą są normy techniczne. Żeby ich prąd mógł popłynąć do pańskiego domu, trzeba zamontować tzw. sprzęgło. A to kosztuje setki milionów. Ktoś musiałby taki pomysł sfinansować. Mimo, że spółka ma kilkadziesiąt miliardów rocznego przychodu - nie stać ją na "sprzęgło", dzięki któremu prąd w Polsce mógłby być znacznie tańszy. Albo też komuś bardzo zależy na tym, aby znalazł się sponsor który kupi PGE i sfinansuje zakup "sprzęgła". Miałby wtedy gigantyczne zyski, ponieważ produkcja prądu kosztowałaby znacznie taniej, jednak obywatele nie zapłaciliby mniej. Gigantyczny zysk byłby dla "sponsora".

Marcinkiewicz z Przeździeckim chcieli aby w biznes weszła PGE, a ów tajemniczym "sponsorem" został Goldman Sachs. Przekręt z "ukraińskim sprzęgłem" jak najbardziej może się jeszcze udać. Skoro bankierom udało się przejąć polską energetykę, wystarczy teraz przejąć energetykę białoruską lub ukraińską.
Trwa wczytywanie forum.
Proszę czekać...
Trwa budowanie grafu powiązań.
Proszę czekać...
Trwa wczytywanie danych statystycznych.
Proszę czekać...
W oparciu o zgromadzone materiały dowodowe oceń czy obserwowany jest winny zarzucanych mu czynów?
Jesli uważasz, że obserwowany powinien stanąć przed Trybunałem Obywatelskim aby w jawnym procesie zostać sprawiedliwie osądzony -- zaznacz swój głos.


W przypadku naruszenia zasad regulaminu istnieje możliwość odwołania się do władz Instytutu Prawdy Obywatelskiej w sprawie ujawnionych w teczce informacji.
Odwołanie w sprawie teczki o numerze ewidencyjnym 1256/25.
Temat
Adres mailowy
Treść
Proszę uzupełnić treść wniosku.
Materiały audo-wizualne z przesłuchań świadków oraz pisemne zeznania obserwatorów znajdują się w archiwach Instytutu Prawdy Obywatelskiej.
Ostatnio opublikowane teczki.
[ / ]

Trwa pobieranie danych z serwera.
Proszę czekać.

Ostatnio komentowane teczki.
[ / ]

Trwa pobieranie danych z serwera.
Proszę czekać.

Ostatnio przeglądane teczki
[ / ]

Trwa pobieranie danych z serwera.
Proszę czekać.

Przejdź do teczki
Cytat dnia